Nie płaci ktoś za przejazd, nie chce okazać dokumentu np. uprawniającego do zniżki, wówczas kontroler „ujmuje” podróżnego i „niezwłocznie oddaje” w ręce policjanta lub strażnika miejskiego. Tak wygląda teoria, która w jakiejś części przypadków sprawdzi się, bo gapowicz zostanie ujęty i ukarany. Ale praktyka już dziś, gdy „kanary” nie mają jeszcze tych nadzwyczajnych uprawnień, każe podchodzić sceptycznie do takich zmian w prawie.
Oto film z „akcji” kontrolerów (z prywatnej firmy wy najętej przez tamtejszy ZTM) we Wrzeszczu:
Jak się okazało później, osoba kontrolowana miała bilet. Strach pomyśleć, co ci kontrolerzy zrobiliby z prawdziwym gapowiczem. Kolejny film pokazuje „ujęcie” gapowicza, na szczęście nie u nas. Jeszcze.
Kontroler biletów to nie policjant czy nawet strażnik miejski! Często to pracownik prywatnej firmy, któremu państwo daje dziś nadzwyczajne uprawnienia. Taki kontroler nie przechodzi specjalistycznego szkolenia (choć jakiś skrócony kurs zapewne tak) i nie są badane u niego predyspozycje psychologiczne do zatrzymywania ludzi. Kontrolerem może być praktycznie każdy. A nie każdy powinien mieć prawo „ujęcia” drugiej osoby. Bo takie ujecie może prowadzić do sytuacji niebezpiecznych, zbędnych szarpanin i bójek. Może przyczyniać się do zagrożenia zdrowia i życia: kontrolera, gapowicza, osób postronnych. Bo nie chodzi już tylko o to, że gapowicz dostanie w przysłowiowy dziób od nadgorliwego kanara. To samo może zadziałać w drugą stronę. To kontroler, wykonując uczciwe swoje obowiązki (a więc „ujmując” gapowicza), może stać się ofiarą.
Od pilnowania porządku w miejscach publicznych powinny być wyłącznie służby państwowe i samorządowe, czyli policja i straż miejska. Władz publiczna nie może pozbywać się tego obowiązku.
Jak zatem walczyć skutecznie z plagą gapowiczów (ponoć aż 5 procent pasażerów w Warszawie)?
Jako osoba płacą za przejazdy komunikacja zbiorową w Warszawie (aktualnie bilet 90-dniowy imienny zakodowany na spersonalizowanej karcie miejskiej) dobrze rozumiem potrzebę łapania gapowiczów. Gapowicze okradają nas wszystkich. Jednak są inne, skuteczniejsze metody zwalczania tego procederu. Weźmy choćby dwa pomysły, powszechnie stosowane w wielu miastach Europy Zachodniej:
- Wsiadanie do autobusu lub tramwaju przednimi drzwiami i okazywanie przy wsiadaniu ważnego biletu kierowcy. Przeciwnicy takiego rozwiązania zakrzykną zaraz, że to przedłużałoby postoje na przystankach. W Paryżu jakoś nie przedłuża. Może mają inne czasomierze?
- Ubranie kontrolerów w mundury (jednolite stroje) tak, aby byli widoczni z daleka. Nic nie działa lepiej jak prewencja. Widząc kanara, świadomy gapowicz nie wsiądzie do pojazdu. Ktoś powie, że wsiądzie do kolejnego. Jeśli kontrolerów (umundurowanych, ale też sprzedających bilety – patrz pkt 3) będzie więcej, to nie wsiądzie. Warto obejrzeć przykład wrocławski:
- Zwiększenie dostępności biletów. Dziś wiele osób jedzie bez biletu, ale są nieumyślnymi gapowiczami, bo z różnych powodów nie mogli kupić biletu, choć chcieli to uczynić. Sytuacja jest dziś lepsza niż jeszcze 2-3 lata temu, ale wciąż bywają kłopot z kupnem biletów. Koniecznie musi być możliwość kupienia biletu u kierowcy (dziś kierowca ma prawo odmówić sprzedania biletu – bo się skończyły, bo nie ma reszty, bo jest spóźniony, bo wstał lewa nogą) oraz w określonych przypadkach u kontrolera (np. na przystanku czy po podwyższonej cenie w pojeździe). Automaty do biletów na przystankach i w autobusach to za mało (często nie mają wydać reszty, zresztą wciąż nie ma ich wszędzie; poza tym skąd pasażer ma wiedzieć, że w danym autobusie jest akurat działający automat biletowy, a jak go nei ma, a za to jest nadgorliwy kontroler). Również kupno biletów ZTM za pośrednictwem telefonu komórkowego nie jest takie proste: system mPay działa tylko u wybranych operatorów (Orange, Play i Plus), a system SkyCash jest lepszy, choć też nie jest obsługiwany przez wszystkie telefony obecne na naszym rynku.
Czy są jeszcze inne, skuteczne sposoby walki z gapowiczami. Ale takie, które nie wprowadzają większej represyjności, lecz zachęcają (kijem? marchewką?) do kupowania i kasowania biletów w komunikacji zbiorowej?

Jeden prosty, sprawdzony w wielu krajach Europy: wsiada się przednimi drzwiami. Kierowca zawsze zobowiązany jest sprzedać bilet (choć może być ograniczenie, że nie przyjmuje kwot powyżej np 20 zł za jeden bilet). Odpada więc niemożność kupienia biletu. Jeśli tak jest, to kara za brak biletu - drakońska. Ale nie najpierw wielkie kary a potem pomyślimy jak umożliwić ludziom bycie uczciwymi, tylko na odwrót...
OdpowiedzUsuń"Ale nie najpierw wielkie kary a potem pomyślimy jak umożliwić ludziom bycie uczciwymi, tylko na odwrót... "
OdpowiedzUsuńJak tak będzie w PL, to znaczy, że nadgoniliśmy zachodnią Europę. Ale raczej na to jeszcze poczekamy, bo pokutuje u nas dalej myślenie wg. stereotypu państwa policyjnego. I co gorsza, ludzie na to się godzą.
Mam pytanie: Otóż załóżmy, czekam na przyjazd policji razem z kanarami, na jakiej podstawie funkcjonariusz przekazuje moje dane osobowe osobom trzecim ( w tym wypadku kontrolerom), czy działa w takiej sytuacji ustawa o ochronie danych osobowych?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Też mam wątpliwości co do tego przekazywania danych przez policję.
OdpowiedzUsuńNie jestem prawnikiem, więc polecam dyskusję pod wygooglanym linkiem
http://www.goldenline.pl/forum/207552/oczhrona-danych-osobowych-a-kontrola-biletow
W sytuacji nie okazania dokumentu, moim zdaniem, prawidłowa procedura powinna być chyba następująca (przy założeniu, że gapowicz pozostał z kontrolerem, a nie uciekł mu):
- kontroler wzywa straż miejską lub policję
- policja (straż) spisuje dane gapowicza w swoim kajecie (+ okoliczności zdarzenia)
- następnie organizator transportu zbiorowego (w W-wie ZTM) występuje do policji (straży) o przekazanie tych danych i wówczas - po legalnym otrzymaniu danych - nakłada karę na gapowicza.
ALE od 1 marca br. wchodzi w życie przepis karny w ustawie Prawo przewozowe, który mówi "Art. 87a. Podróżny, który w czasie kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu, mimo braku odpowiedniego dokumentu przewozu, odmawia zapłacenia należności i okazania dokumentu, umożliwiającego stwierdzenie jego tożsamości,
podlega karze grzywny."
Czyli na mój rozum, wezwanie policji lub straży miejskiej powinno skończyć się skierowaniem wniosku do sądu grodzkiego, ALE NIE PRZEKAZANIEM DANYCH OSOBOWYCH KONTROLEROWI.
Tyle, jeśli chodzi o mój nieprawniczy punkt widzenia. Proszę pytać raczej prawników.