Wczoraj miały miejsce dwa ciekawe zdarzenia, choć zwróciły uwagę niewielu. Po pierwsze, w warszawskim sądzie odbyła się rozprawa stołeczny radny Jarosław Krajewski vs. Urząd m.st. Warszawy. Po drugie, Ministerstwo Skarbu Państwa wycofało się z prywatyzacji spółki INTRACO S.A. (zarządzającej wieżowcem przy ul. Stawki w Warszawie). Te z pozoru nie mające nic wspólnego ze sobą zdarzenia łączy jedno – pytanie o zakres jawności funkcjonowania administracji publicznej.
Radny Krajewski od kilku lat usiłuje otrzymać imienny wykaz osób, z którymi jedno z biur Urzędu m.st. Warszawy podpisało umowy-zlecenia. Wykaz otrzymał, lecz bez imion i nazwisk. Tylko tytuły i kwoty zleceń. Próbował uzyskać te dane za pomocą interpelacji radnego i wniosku o udostępnienie informacji publicznej. Bez rezultatu. Teraz sprawa trafiła do sądu, który – póki co nieprawomocnie – odrzucił wniosek radnego, uznając za ważniejsze prawo indywidualnych osób nad jawnością takich informacji.
Z kolei sprawa prywatyzacji jednego z warszawskich wieżowców INTRACO toczyła się od pewnego czasu. Nagle wczoraj Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło, że odstępuje od negocjacji ws. prywatyzacji bez podawania przyczyny. I kropka. Jakby była to prywatna firma, której właściciel nie musi się nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji.
Takie sytuacje, jak opisane powyżej, dzieją się codziennie w całej Polsce. Władze publiczne unikają ujawnia informacji, które powinny być jawne, oraz uzasadniania decyzji, które podejmują. Jest to powszechnie akceptowaną normą, choć powinno być co najwyżej wyjątkiem. Oczywiście, zazwyczaj władze publiczne zasłaniają się prawem. Czasem w dobrej wierze, ale częściej to prawo nadinterpretując. Ustawa o dostępie do informacji publicznej, która miała być lekiem na całe zło, okazała się – jak wiele innych ustaw w Polsce – wyłącznie zasłona dymną. Sprawni urzędnicy z jeszcze bardziej sprawnymi prawnikami są w stanie – korzystając z wielu innych ustaw – odrzucić prawie każdy wniosek o udostępnienie informacje, które powinny być jawne.
A może powinniśmy ruszyć w kierunku modelu, w którym nie tylko każda informacja publiczna jest jawna, ale przede wszystkim dostęp do niej jest maksymalnie uproszczony. Choć nie wiem, czy to jest możliwe w naszej sytuacji politycznej, gdy dla posłów istotne jest debatowanie nad ważkim problemem: czy informacją publiczną ma być informacja o zdrowiu prezydenta i premiera. A kogo to obchodzi?
Zainteresowanym tematyką dostępu do informacji publicznej polecam portal Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej.
Radny Krajewski od kilku lat usiłuje otrzymać imienny wykaz osób, z którymi jedno z biur Urzędu m.st. Warszawy podpisało umowy-zlecenia. Wykaz otrzymał, lecz bez imion i nazwisk. Tylko tytuły i kwoty zleceń. Próbował uzyskać te dane za pomocą interpelacji radnego i wniosku o udostępnienie informacji publicznej. Bez rezultatu. Teraz sprawa trafiła do sądu, który – póki co nieprawomocnie – odrzucił wniosek radnego, uznając za ważniejsze prawo indywidualnych osób nad jawnością takich informacji.
Z kolei sprawa prywatyzacji jednego z warszawskich wieżowców INTRACO toczyła się od pewnego czasu. Nagle wczoraj Ministerstwo Skarbu Państwa ogłosiło, że odstępuje od negocjacji ws. prywatyzacji bez podawania przyczyny. I kropka. Jakby była to prywatna firma, której właściciel nie musi się nikomu tłumaczyć ze swoich decyzji.
Takie sytuacje, jak opisane powyżej, dzieją się codziennie w całej Polsce. Władze publiczne unikają ujawnia informacji, które powinny być jawne, oraz uzasadniania decyzji, które podejmują. Jest to powszechnie akceptowaną normą, choć powinno być co najwyżej wyjątkiem. Oczywiście, zazwyczaj władze publiczne zasłaniają się prawem. Czasem w dobrej wierze, ale częściej to prawo nadinterpretując. Ustawa o dostępie do informacji publicznej, która miała być lekiem na całe zło, okazała się – jak wiele innych ustaw w Polsce – wyłącznie zasłona dymną. Sprawni urzędnicy z jeszcze bardziej sprawnymi prawnikami są w stanie – korzystając z wielu innych ustaw – odrzucić prawie każdy wniosek o udostępnienie informacje, które powinny być jawne.
A może powinniśmy ruszyć w kierunku modelu, w którym nie tylko każda informacja publiczna jest jawna, ale przede wszystkim dostęp do niej jest maksymalnie uproszczony. Choć nie wiem, czy to jest możliwe w naszej sytuacji politycznej, gdy dla posłów istotne jest debatowanie nad ważkim problemem: czy informacją publiczną ma być informacja o zdrowiu prezydenta i premiera. A kogo to obchodzi?
Zainteresowanym tematyką dostępu do informacji publicznej polecam portal Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.