W dni robocze sporadycznie wjeżdżam samochodem do centrum Warszawy. Preferuję metro, czasem autobus i tramwaj. Lecz przymuszony sytuacją rodziną, wczoraj przejechałem się w godzinach szczytu (15.30-17.30) z Ursynowa na Wolę i z powrotem. Ruch spory, trochę stania w korku. Nic, na co kierowcy jeżdżący o tej porze w centrum stolicy mieliby prawo narzekać. Ale rozglądając się w czasie stania w „korku” doszedłem do wniosku, że zanim kierowcy w Warszawie będą znów pluć na uprzywilejowanie komunikacji zbiorowej, niech wpierw przyjrzą się swoim przyzwyczajeniom.
A przyzwyczajenia te niestety są też przyczyną korków. I nie chcę tu pisać o wałkowanym w kółko wjeżdżaniu na skrzyżowanie, gdy nie ma miejsca na zjechanie z niego. Jest coś innego, równie korko-twórczego, a jednocześnie chyba łatwiejszego do zwalczenia.
Stając na światłach wielu kierowców zostawia między samochodami duże odstępy, po 2, 3 ,a nawet i 4 metry. Tym samym wydłużają stojący za nimi korek. Proszę pomyśleć. Ile samochodów nie może wjechać gdzieś za nami na skrzyżowanie, jeśli na każde 3-4 stojące samochody zmieściłby się jeden dodatkowy? Stąd mój apel do kierowców jeżdżących po warszawskich ulicach: myślcie (a to podobno nie boli) o innych i – zatrzymując samochód na czerwonym świetle lub stojąc w korku – nie bójcie się podjechać do samochodu przed wami na góra 1 metr odległości. Tyle wystarczy.
Stojące samochody nie gryzą się!
PS. Smacznych pączków życzę!

Dodajmy do tego jazdę lewym pasem z prędkością 50 na godzinę, ruszanie dopiero, kiedy zielone świecie się od 10 sekund, niewpuszczanie samochodów z ulic podporządkowanych, czy jazdę do samego końca kończącym się pasem, a potem wpychanie się na siłę (np. na Belwederskiej w stronę Mokotowa, przy Łazienkach) i będziemy mieli komplet :-)
OdpowiedzUsuńZgadzam się ze wszystkim , z małą uwagą. Gdy jest ograniczenie do 50 km/h, to zazwyczaj obowiązuje na wszystkich pasach ... Ale jeśli jest 80, to faktycznie niech lewym pasem wolniejsi nie jeżdżą.
OdpowiedzUsuń